niedziela, 4 listopada 2012

Kroniki - tom szósty, notatki uzupełnione


Studiując już sam spis treści mam w głowie pierwsze refleksje. Zadziwia mnie skrupulatność i dokładność z jaką Bolesław Prus prowadzi przegląd prasy, która ukazywała się w 1883 roku. Tom jest podzielony na cztery części (chociaż bynajmniej nie jest to podział równy) i każda z nich poświęcona jest innemu pismu – znajdziemy tu zarówno Tygodnik Ilustrowany (miesięcznik), jak i tak zwane kroniki tygodniowe Nowiny oraz Kurier Warszawski. Całość zamykają Korespondencje Z Warszawy. W przypadku tygodników felietony (wydaje mi się, że można by tak określić tę formę) pojawiają się dokładnie co tydzień, prawie zawsze w siedmiodniowym odstępie czasu. Przegląd Nowin zaczyna się w połowie stycznia i kończy w połowie marca, następnie zaczyna się przegląd Kuriera, który kończy się wraz z 30 grudnia 1883 roku. Kolejne dwa periodyki – ze względu na częstotliwość ukazywania się – mają już nieco skromniejszą oprawę, ale i tak daje nam to solidny obraz życia społecznego w Warszawie u schyłku XIX wieku.
Jak wyglądało to życie? W felietonie z marcowego numeru Tygodnika Ilustrowanego (z datą 14 kwietnia 1883) , znajdujemy cytat następującej treści: „ W marcu stało się kilkadziesiąt wypadków, które mogłyby posłużyć za punkt wyjścia dla tyluż artykułów. Ponieważ jednak występki, bieda, pogłoski, dobre zamiary, napływ niemieckich przemysłowców i im podobne rzeczy trafiają się w każdym miesiącu, więc ten raz mogę je pominąć.” Tak mniej więcej wygląda Warszawa – i nie tylko Warszawa – w szóstym tomie Kronik. Szczególnie wyraźnie przedstawia Prus kwestię „niemieckich przemysłowców” – motyw ten pojawia się wszędzie tam, gdzie krytykowane jest podejście do ekonomii, gospodarki bądź rzemiosła. I oczywiście jest krytykowane słusznie. Wg Prusa nie do przyjęcia jest eksport towarów z zachodniej Europy, jeżeli można je wyprodukować w kraju. Niemniej jednak  tak się dzieje.  Fabrykanci z Niemiec, Anglii, Francji, etc. otwierają swoje przedsiębiorstwa u nas, patrzymy na nich od początku niechętnie, a kiedy się wreszcie dorabiają, jeszcze bardziej niechętnie, ale do zmian w obrębie gospodarki oczywiście to nie prowadzi, bo brak tu wyraźnie kreatywnego myślenia. Prus prowadzi niebezpodstawną i dosadną krytykę polskiego systemu, ale  zamiast gotowych rozwiązań podrzuca pomysły i początkowe tropy. I całe szczęście, bo to ratuje go przed skrajną „pozytywistyczną” utopią, której nie brak np. u Żeromskiego w Przedwiośniu (patrz: koncepcja szklanych domów).
Szósty tom Kronik to również nieprzebrane bogactwo rozmaitych historii, które ukrywają się w ich rozdziałach. Podczas lektury znalazłam następujące „perełki”:
1.      Zagadka pt. „Kto zarobił 84 000 rubli na wydaniu książki?” z czerwcowego numeru Tygodnika Ilustrowanego (z datą 7 lipca 1883). Następnie Prus daje nam podpowiedź: chodzi o polskiego autora. Oczywiście Lucyna Ćwierciakiewiczowa i jej nieśmiertelne „365 obiadów”. Okazuje się, że książka doczekała się trzynastu edycji. (Powiem szczerze, że wcale mnie to nie dziwi. Egzemplarz tego dzieła leży obok mnie w chwili spisywania tych notatek. Bardzo chciałabym wypróbować przepisy pani Ćwierciakiewiczowej, ale cóż poradzić, skoro większość z nich zaczyna się od słów: „Weź pół świni …”) Swoją drogą, myślę, że warto byłoby się zastanowić jaką wartość miały osiemdziesiąt cztery tysiące rubli w 1883 roku i jaką pozycję społeczną zyskała w ten sposób sama Ćwierciakiewiczowa.
2.      „Styl polski w architekturze” z lipcowego numeru Tygodnika … (z datą 18 sierpnia 1883). Prus poświęca tu jeden akapit na doniesienie o niejakim panu Świecianowskim, architekcie, który opublikował w Przeglądzie Technicznym obrazki przedstawiające kapitele jego projektu. Kapitele te, zamiast wolutami i liśćmi akantu, ozdobił „roślinami krajowymi”. Szkoda, że tych obrazków nie załączono w Kronikach – jestem ciekawa, czy były to zwykłe motywy florystyczne czy też może płody rolne, czy może jedno i drugie. Niemniej jednak pomysł wydaje mi się ciekawy, tego samego zdania jest Prus, gdy nazywa go „kiełkowaniem stylu polskiego”.
3.      „Spis jednodniowy ludności Warszawy”  (Korespondencje Z Warszawy 20 listopada 1883). Statystyka szacuje ludność na ok. 400 000, z czego mniej więcej połowa (49,4%!) stanowią analfabeci (dokładnie „zupełnie nieoświeceni”. Dalej okazuje się, że „Stosunek ten, dziwny w dużym mieście, jest bardzo naturalny, a nawet korzystny w naszym kraju, gdzie 85% mieszkańców nie zna liter!...”

Jeżeli chodzi o same wynalazki, znalazłam następujące pomysły:
1.      Biuro Wyszukujące Pracę. Prus opisuje pomysł niejakiego A.G w Kronice Rodzinnej. Okazuje się jednak, że nie jest to pierwsza próba powołania takiej instytucji: „[…] istnieje w Warszawie taki p. A.G, który w r. 1883 sfatygował się nad wynalezieniem „biura poszukującego pracę”. Cóż jednak za dziwny zbieg okoliczności! … Albowiem przed kilkoma laty istniał również w Warszawie niejaki p.A.G, który – również podał projekt utworzenia biura pośredniczącego w wyszukiwaniu pracy, ale w Gazecie Polskiej. […] Projekt ten […]  został wykonany. Utworzyło się Biuro Szukających Pracy […]. Po kilku leciech istnienia ów dzisiaj nowy wynalazek Kroniki Rodzinnej upadł z powodód następujących:
1.Pracownicy specjalnie uzdolnieni w jakimś fachu nie zgłaszali się do biura, ponieważ i bez niego nietrudno im było znaleźć pracę.
2. Natomiast zgłaszało się tysiące ludzi, z których każdy mógł być: kasjerem, rządcą domu lub majątku, ekonomem lub plenipotentem, agronomem albo leśnikiem itd. Gdyby jednak któremuś z nich ofiarowano posadę dyrektora kolei albo opery, jenerała korpusu albo kanclerza państwa – przyjąłby i to bez skrupułów, rozumie się, pod warunkiem wypłacenia mu z góry kosztów podróży. Krótko mówiąc, byli to po większej części ludzie bez specjalnego przygotowania.
3. Nareszcie pracodawcy zgłaszali się do biura tak nielicznie, że jedna posada wypadała na stu kandydatów.
Biuro oczywiście upadło. Historie o projektach upadających w trakcie realizacji powracają w Kronikach niczym refren.
3.Anihilator Bauera. „ Najnowszą uciechę, notabene bezpłatną, zrobił miastu p. Bauer, wynalazca czy agent sikawek pożarnych, nazwanych anihilatorami czyli – unicestwiaczami. Nazwisko tej sikaweczki jest bardzo stosowne: przy jej bowiem współudziale ogień wobec tysiąca świadków unicestwił kubiczny sążeń drzewa. Skutkiem tego biegli sądzą, że unicestwiacz może być z pożytkiem używany tylko przy początkach pożaru, na przykład – do zagaszania płonących firanek. Na to zgoda, że sikawka p. Bauera może gasić tylko firanki. Pytam się jednak, po co wynalazca zanieczyszcza wodę jakimś specjalnym proszkiem?
 Czyli mamy specjalny przedmiot do gaszenia wyposażenia salonu. A przede wszystkim firanek. 
4.      Zegarkochron. „Wynalazca tej maszynki mieszka w Warszawie, jest pewnym praktyczności swego przyrządu, a nawet jego cenę oznacza na 10 złotych, tylko – nie może go zbudować , bo sam nie ma pieniędzy, fabrykanci zaś nie chcą się podjąć roboty. […] Istotnie, tak bywa niekiedy. Zdaje mi się jednak, że autor zegarkochronu łudzi się nieco twierdząc, że przy wyjednaniu monopolu na powyższy wynalazek, z uwagi na jego praktyczność i taniość, miliony sztuk na Cesarstwo i Królestwo mogłoby znaleźć popyt. Czyby jednak znalazły? Ów zegarkochron ma kosztować 10 złotych. Gdyby go kupiło milion ludzi, wydano by na niego 10 milionów złotych, od którego to kapitału 6% wynosi 600 000 złotych rocznie … Innymi słowy: każdy milion ludzi płaciłby 600 000 tysięcy złotych rocznie za bezpieczeństwo swoich zegarków . Czy zaś na milion ludzi ginie tyle zegarków? Zdaje się, że nie; a w takim razie gra nie warta świeczki.
I tym optymistycznym akcentem chciałabym zakończyć spisywanie moich refleksji z Szóstego Tomu Kronik. Ale kiedyś jeszcze do niego wrócę. Jest tam o wiele więcej inspirujących historii.

2 komentarze:

  1. Polski urzędnik przełomu wieków zarabiał rocznie między 350 a 1000 rubli. Czyli Ćwierczakiewiczowa dorobiła się niezłego majątku. A o pozycji, jaką się cieszyła, dobitnie pisze bodajże Żeromski w "Dziennikach". Krótko mówiąc, była to pozycja niepodważalna, a w zasadzie NIEPODWAŻALNA.

    OdpowiedzUsuń
  2. 35 yr old Administrative Officer Thomasina Kinzel, hailing from Arborg enjoys watching movies like Funny Bones and Table tennis. Took a trip to Yin Xu and drives a Bronco. dodatkowe wskazowki

    OdpowiedzUsuń

Docenimy Wasze głosy w dyskusji oraz odrobinę kultury osobistej.