tom I część 1 „Kolce” 1874, „Gazeta Polska” 1874,
„Niwa” 1874
tom I część 2 „Niwa” 1874-1876
Motto: „[…] pora więc już rozniecić jakieś ogniska, przy których
kapłani i laicy miejscowego przemysłu mogliby zobaczyć postęp innych, zacofanie
własne i sposoby przeprowadzenia ulepszeń” (s. 43, cz. 2).
Wynalazki
opisywane przez Prusa (wybór):
- Zbędne
lub wyśmiane
Aparat do fotografowania
bicia serca. Pomysłodawca: dr Oznam z Paryża. Prus
wątpi czy wynalazek przysłuży się medycynie. Twierdzi natomiast, że może
przydać się „pannom” do wykrywania czy uczucia ich zalotników są szczere. Rada:
„Jeżeli w czasie oświadczyn serce bije mu jak zwykle – wypędź go, bo to filut!”
(s. 76, cz. 1).
Przyrząd do włażenia na
słup
autorstwa F. Wardeina – maszynisty wodociągów warszawskich – prezentowany
podczas wystawy przemysłowo-rolniczej w Warszawie. Składa się z siodełka, korb
i zębatego walca. Uwaga Prusa pod adresem wynalazcy: „[…] jakże jednak smutno,
że ten bądź co bądź twórczy umysł nie znalazł dla siebie innych zagadnień” (s.
84, 2).
Teleskop Jamesa Licka.
Prus komentuje doniesienia „Scientific American” przytoczone przez czasopismo
„Wiek” dotyczące zbudowania gigantycznego teleskopu w górach Sierra Nevada w
stanie Kalifornia. Żartuje sobie z oczekiwań związanych odkryciem życia
pozaziemskiego – głównie na Księżycu (s. 156-159, 1).
Maszyny do szycia
Louisa Schlesingera. Wynalazek sfałszowany, bubel, podróbka. Maszyny kuszące
bardzo niską ceną, ale niesprawne, wadliwe. „[…] Po wszystkich pismach okłamują,
że wynaleźli sposób zbawienia świata za tanie pieniądze…” (s. 41, 1). Wysoką
awaryjność maszyn potwierdził wyrok komisji konkursowej urzędującej w Hotelu
Europejskim (s. 202, 1).
Tajemnicza ręka.
Przyrząd imitujący ludzką rękę wykonany z wosku i mosiężnego walca spoczywający
na szklanej tafli. Ręka pisze, rysuje i wykonuje proste obliczenia
matematyczne. Osobliwość skonstruowana w Londynie, przebywająca w Warszawie na
gościnnych występach. Obiekt kpin Prusa, podobnie jak tajemnicza noga (też
ponoć potrafiąca pisać) oraz inne cyrkowe, magiczne, iluzjonistyczne,
szarlatańskie (objazdowe i stacjonarne) atrakcje. Pseudowynalazek (s. 47, 275,
1).
- Nieudane
eksperymenty
Przyrząd do latania
„złożony z pary skrzydeł fiszbinowych pokrytych jedwabiem i takiegoż ogona”
autorstwa Belga de Groofa. Sądzę, że to konstrukcja przypominająca skrzyżowanie szybowca z lotnią. Latanie
odbywało się dzięki machaniu skrzydłami, starowało się ogonem. Trzeba było wznieść
się wraz z przyrządem na pewną wysokość przy pomocy balonu, a potem odłączyć
się od niego i… polecieć. Prus żartobliwie notuje, że podczas drugiej próby lotu
de Groof roztrzaskał się na londyńskim bruku (s. 134-135, 1).
- Pożyteczne
Kartoflarka
Aleksandra Podstawki. Nowy model, lżejszy od znanych dotychczas. Urządzenie
jeszcze nie przetestowane, ale jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem będzie
to drugi (obok żniwiarki) rodzimy wynalazek przydatny w rolnictwie (s. 178, 1).
Nie zostało do końca wyjaśnione do czego owa maszyna służy. Domyślam się, że to
dawna wersja współczesnego kombajnu ziemniaczanego.
Pantelegraf
Casselego. Telegraf, czyli „machina służąca do porozumiewania się ze znaczących
odległości”. Innowacja w stosunku do telegrafów igłowych, wskazówkowych i
klawiszowych. Pomysł pochodzi z referatu Dziewulskiego podczas spotkania
Towarzystwa Osad Rolnych (s. 46, 1).
Pieniek do wbijania
sztyftów w obuwie majstra szewskiego Michała Lipieckiego.
Ma „ochraniać kolana od wstrząśnień z uderzenia młotkiem”. Komentarz Prusa do
doniesienia z „Kuriera Codziennego”. Z jednej strony Prus kpi sobie z drobnostki,
którą roztrząsa gazeta, z drugiej – przyznaje, że to krok we właściwym
kierunku. „Każda nowość jest nasieniem, z którego po
pewnej liczbie lat wyrastają drzewa” (s. 222, 387, 1).
Pióro Gillota.
Komentarz Prusa po doniesieniach o śmierci Anglika Josepha Gillota – wynalazcy
mechanicznego sposobu wytwarzania stalowych piór do pisania. Prus nie tyle
koncentruje się na samym wynalazku, ile natrząsa się z żałoby po śmierci
Gillota i planów postawienia mu przez rodaków pomnika (s. 45, 1).
Kabriolet parowy
(samochód parowy), wynalazca: Ernest Bollée. Krótka wzmianka na temat pokazu
jazdy tym wynalazkiem w Lasku Bulońskim (s. 229, 2).
Młocarnia
przenośna jednokonna, gromadzka. Początkowo produkowana przez warszawską
fabrykę Lilpop, Rau i Loewenstein. Prus
o tym wynalazku pisze bardzo entuzjastycznie. Zwraca szczególną uwagę na to, że
młocarnia będzie wykorzystywana wspólnie przez kilka pobliskich wsi,
kilkanaście gospodarstw. Z radością donosi, że w pewnej miejscowości w guberni
lubelskiej zaprojektowano i sprzedaje się maszynę bardzo podobną, ale dużo
tańszą (s. 114-115, 2).
Tama koszowa na Wiśle pomysłu
Jana Daniszewskiego (właściciela Kiełczewic pod Lublinem). Narzędzie regulacji
koryta rzeki i wał przeciwpowodziowy. Alternatywa dla nieskutecznych tam z
gałęzi i ziemi. Wysokie kosze należy wypełnić piaskiem lub kamieniami i zatopić
w formie „płotu tworzącego z brzegiem kąt ostry, zwrócony otwartością ku
biegowi wody”. Prus jest zachwycony wynalazkiem, który stanowi dla niego
przykład triumfu ludzkości nad żywiołem. „Jest to w
istocie pomysł genialny, jeden z tych, które pozwoliły człowiekowi niszczącą
potęgę natury nie tylko ubezwładnić, ale nawet zwrócić przeciw niej samej dla
osiągnięcia zamierzonych celów” (s. 117, 2).
Walec parowy do ugniatania bruków. Jeden z wynalazków importowanych z Europy Zachodniej, ponoć w
powszechnym użyciu w Anglii – w Polsce w latach 70. XIX w. wciąż jako nowinka. Element
planu poprawy stanu dróg w Królestwie Polskim. Bardziej wydajna, skuteczna i
szybsza alternatywa wobec ręcznego ubijania kamieni na szosach. Zdaniem Prusa
zadbanie o stan infrastruktury drogowej pozytywnie wpłynie na rozwój handlu oraz
poprawi kondycję rolnictwa dzięki łatwiejszej dystrybucji plonów (s. 228, 2).
- Niewykorzystane
Zegar do kontroli w
omnibusach autorstwa Aleksandra Podstawki. Miał służyć
zarządzaniu ruchem pasażerów i usprawnieniu pobierania opłat za przewóz. Choć
tani, skuteczny i praktyczny nie przyjął się na rodzimym gruncie z powodu, jak
twierdzi Prus, uprzedzeń i zaściankowości przedsiębiorców transportowych (s.
178, 1).
Prus
o wynalazkach w I tomie „Kronik” – podsumowanie, wnioski, konteksty:
- Prus czerpie
informacje na temat wynalazków z polskiej prasy (często przedruków w niej z
prasy zagranicznej) oraz z osobistych obserwacji na wystawach, konferencjach,
pokazach
- wynalazki mają być, zdaniem Prusa, przede wszystkim pożyteczne, czyli służyć rozwojowi gospodarki krajowej, która powinna w końcu stać się konkurencyjna względem Zachodu
- innowacje w przemyśle są środkiem do poprawy warunków życia zwykłych ludzi. Prus koncentruje się na bardzo przyziemnych, prozaicznych tematach. Bardziej docenia prezentujące się mało efektownie wynalazki np. usprawniające procesy agrotechniczne, poprawiające stan infrastruktury, podnoszące poziom sanitarny miast niż widowiskowe urządzenia do oglądania gwiazd czy latania
- Prus dostrzega, że Polska jest technologicznie zacofana. Ważne i potrzebne wynalazki muszą być więc sprowadzane z zagranicy, co jest kosztowne i nieopłacalne. A przecież – jak notuje na marginesie relacji z jednej z wystaw rolniczo-przemysłowych – „moglibyśmy przy odpowiednich kapitałach obejść się bez obcych machin. Począwszy od pługów Cichowskiego i Zielińskiego i zaściankowej ‘Cerery’ Jabłońskiego aż do lokomobil i parowych młocarń Lilpopa i Raua, aż do przepysznych cacek: modelu machiny parowej Berendta i broni Jachimka i Sosnowskiego – wszystko moglibyśmy wyrabiać w domu. Nie zabraknie nam robotników zręcznych: zapewniały nas o tym wielkim głosem pawilony wszystkich przemysłowców; a może lękacie się o brak umysłów wynalazczych?… […] Oto Cichowski, Zieliński, Zieleniewski, Manikowski, Cegielski, Sucheni budują pługi własnej konstrukcji, Zembrowski pogłębiacze, Grubiński, Majzner, Stefanowski […] obmyślają żniwiarki. Tabor grabie, Grabowiecki pielnik; Troetzer ulepsza prasę do cegieł, Urecki beczkę wykształtował z próżnym wnętrzem, w której pomimo to można trzymać piwo, Tasocki krypę dla bydła, Jarocki tanie mury i piec okrągły, Walczakiewicz przyrząd do ratowania rzeczy z pożaru, Wardein przyrząd do włażenia na słup, Furmanik ławkę kołodziejską, Korda i Szczyk drabinę powiększającą się, Ankielewicz oberlicht okienny do wentylacji, Stachurski okno, Sikorska ławkę szkolną itd.” (s. 88, 2)
- na przeszkodzie pożytecznej i pożądanej powszechnej wynalazczości – a w gruncie rzeczy rozwoju i pomyślności państwa polskiego – stoją lenistwo intelektualne, brak etosu pracy i niedocenianie wagi edukacji. Do tego ignorancja, brak rozsądku i nieodpowiedzialność składające się na syndrom siedlecki. Siedlce to jedna z ponad dwudziestu miejscowości, w których wybuchają pożary opisywane przez Prusa w I tomie „Kronik”. „Gdyby mieszkańcy naszych miasteczek zamiast domów drewnianych budowali murowane, pożary nie nawiedzałyby ich tak często; gdyby każdy dom był otoczony ogrodem, ogień nie przenosiłby się tak łatwo; gdyby każde miasteczko posiadało jaką taką straż i narzędzia, klęski nie byłyby tak powszechne, a gdyby w końcu każdy asekurował swoje ruchomości – wówczas pożar, nie przestając być klęską – nie doprowadzałby jednak do ostatecznej nędzy… […] Nie ma tego wszystkiego i zapewne za kilka lat jeszcze nie będzie. […] Bawcie się, dziateczki!…” (s. 131-132, 1).
- niewiele jest w Polsce osób zainteresowanych konstruowaniem wynalazków. Rzemieślnicy nie dokształcają się, nie pogłębiają swojej wiedzy, co stanowi warunek konieczny by dokonywał się postęp w dziedzinie technologii. „Żółwim krokiem postępuje u nas oświata rzemieślników, toteż nic nie słychać o działaniach tej klasy na polu wynalazków” (s. 221, 1). „Liczba ich [wynalazców, ludzi myślących samodzielnie] niewątpliwie znakomicie by się powiększyła, gdyby w kraju obok muzeum powstały szkoły wieczorne dla rzemieślników i gdyby niedzielne zostały zreformowane” (s. 88, 2).
- jeśli tylko elity – intelektualne lub finansowe (inżynierowie, fabrykanci) – skoncentrowane w dużych ośrodkach miejskich będą się angażować w wynajdywanie i przyswajanie innowacji technologicznych, nie można liczyć na ogromne sukcesy na tym polu. Prus postuluje edukację chłopów, prowincjonalnych rzemieślników i stymulowanie ich pomysłowości oraz otwartości umysłów. To w istocie zręby szeroko zakrojonego programu przemiany społecznej.
- polskim problemem nie jest jedynie brak światłej myśli inżynieryjnej, ale również nieumiejętność lub niechęć do wykorzystania w praktyce, komercyjnego czy społecznego wdrażania powstających wynalazków (vide zegary do omnibusów).
- wynalazki mają być, zdaniem Prusa, przede wszystkim pożyteczne, czyli służyć rozwojowi gospodarki krajowej, która powinna w końcu stać się konkurencyjna względem Zachodu
- innowacje w przemyśle są środkiem do poprawy warunków życia zwykłych ludzi. Prus koncentruje się na bardzo przyziemnych, prozaicznych tematach. Bardziej docenia prezentujące się mało efektownie wynalazki np. usprawniające procesy agrotechniczne, poprawiające stan infrastruktury, podnoszące poziom sanitarny miast niż widowiskowe urządzenia do oglądania gwiazd czy latania
- Prus dostrzega, że Polska jest technologicznie zacofana. Ważne i potrzebne wynalazki muszą być więc sprowadzane z zagranicy, co jest kosztowne i nieopłacalne. A przecież – jak notuje na marginesie relacji z jednej z wystaw rolniczo-przemysłowych – „moglibyśmy przy odpowiednich kapitałach obejść się bez obcych machin. Począwszy od pługów Cichowskiego i Zielińskiego i zaściankowej ‘Cerery’ Jabłońskiego aż do lokomobil i parowych młocarń Lilpopa i Raua, aż do przepysznych cacek: modelu machiny parowej Berendta i broni Jachimka i Sosnowskiego – wszystko moglibyśmy wyrabiać w domu. Nie zabraknie nam robotników zręcznych: zapewniały nas o tym wielkim głosem pawilony wszystkich przemysłowców; a może lękacie się o brak umysłów wynalazczych?… […] Oto Cichowski, Zieliński, Zieleniewski, Manikowski, Cegielski, Sucheni budują pługi własnej konstrukcji, Zembrowski pogłębiacze, Grubiński, Majzner, Stefanowski […] obmyślają żniwiarki. Tabor grabie, Grabowiecki pielnik; Troetzer ulepsza prasę do cegieł, Urecki beczkę wykształtował z próżnym wnętrzem, w której pomimo to można trzymać piwo, Tasocki krypę dla bydła, Jarocki tanie mury i piec okrągły, Walczakiewicz przyrząd do ratowania rzeczy z pożaru, Wardein przyrząd do włażenia na słup, Furmanik ławkę kołodziejską, Korda i Szczyk drabinę powiększającą się, Ankielewicz oberlicht okienny do wentylacji, Stachurski okno, Sikorska ławkę szkolną itd.” (s. 88, 2)
- na przeszkodzie pożytecznej i pożądanej powszechnej wynalazczości – a w gruncie rzeczy rozwoju i pomyślności państwa polskiego – stoją lenistwo intelektualne, brak etosu pracy i niedocenianie wagi edukacji. Do tego ignorancja, brak rozsądku i nieodpowiedzialność składające się na syndrom siedlecki. Siedlce to jedna z ponad dwudziestu miejscowości, w których wybuchają pożary opisywane przez Prusa w I tomie „Kronik”. „Gdyby mieszkańcy naszych miasteczek zamiast domów drewnianych budowali murowane, pożary nie nawiedzałyby ich tak często; gdyby każdy dom był otoczony ogrodem, ogień nie przenosiłby się tak łatwo; gdyby każde miasteczko posiadało jaką taką straż i narzędzia, klęski nie byłyby tak powszechne, a gdyby w końcu każdy asekurował swoje ruchomości – wówczas pożar, nie przestając być klęską – nie doprowadzałby jednak do ostatecznej nędzy… […] Nie ma tego wszystkiego i zapewne za kilka lat jeszcze nie będzie. […] Bawcie się, dziateczki!…” (s. 131-132, 1).
- niewiele jest w Polsce osób zainteresowanych konstruowaniem wynalazków. Rzemieślnicy nie dokształcają się, nie pogłębiają swojej wiedzy, co stanowi warunek konieczny by dokonywał się postęp w dziedzinie technologii. „Żółwim krokiem postępuje u nas oświata rzemieślników, toteż nic nie słychać o działaniach tej klasy na polu wynalazków” (s. 221, 1). „Liczba ich [wynalazców, ludzi myślących samodzielnie] niewątpliwie znakomicie by się powiększyła, gdyby w kraju obok muzeum powstały szkoły wieczorne dla rzemieślników i gdyby niedzielne zostały zreformowane” (s. 88, 2).
- jeśli tylko elity – intelektualne lub finansowe (inżynierowie, fabrykanci) – skoncentrowane w dużych ośrodkach miejskich będą się angażować w wynajdywanie i przyswajanie innowacji technologicznych, nie można liczyć na ogromne sukcesy na tym polu. Prus postuluje edukację chłopów, prowincjonalnych rzemieślników i stymulowanie ich pomysłowości oraz otwartości umysłów. To w istocie zręby szeroko zakrojonego programu przemiany społecznej.
- polskim problemem nie jest jedynie brak światłej myśli inżynieryjnej, ale również nieumiejętność lub niechęć do wykorzystania w praktyce, komercyjnego czy społecznego wdrażania powstających wynalazków (vide zegary do omnibusów).
- Prus moralizuje –
wyśmiewa i karci, ale jest względnym optymistą. Gorzkie słowa wypowiadane są z
nadzieją, że sytuację Polski wciąż można jeszcze odmienić. To apel o zmobilizowanie
się do działania. Bo nie o pozycję w rankingu światowej wynalazczości gra się
toczy, ale przyszły kształt kraju. Polska może pozostać zaściankowa lub stać
się nowoczesna. Ale na postęp i rozwój trzeba sobie, zdaniem Prusa, ciężko
zapracować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Docenimy Wasze głosy w dyskusji oraz odrobinę kultury osobistej.