- 6 stycznia 1889: „Szczęśliwa Ameryka! Dla niej nawet słońce ma respekt i robi próby czytane i pamięciowe na koszt zmurszałej Europy. Bez przesady nazywam Europę zmurszałą; wszystko bowiem chyli się w niej do upadku, a przede wszystkim – tradycja” (s. 7).
- „Mieliśmy sposobność – poetyzuje Kurier Codzienny – oglądać dziś w składzie fortepianów Gebethnera i Wolffa aparat do gry na fortepianie... Potrzeba tylko założyć we właściwym miejscu kółko opatrzone odpowiednimi dziurkami, a następnie kręcić korbą i... (...) Czymże jest bowiem owe kółko opatrzone odpowiednimi dziurkami? Jest... tylko kółkiem, które nie we wszystkich wprawdzie, ale w niektórych wypadkach może zastąpić młodą osobę z talentem. Ubywa tedy pannom myślącym o wyjściu za mąż jeden z potężniejszych sposobów działania na poetycką młodzież. Ubywa, gdyż kręcić korbą przy fortepianowym aparacie potrafi nie tylko dziewica, ale jej młodsza siostra w krótkiej sukience i jej starsza siostra, której wdzięki więdną jak liść pod pocałunkiem mroźnego wiatru, i jej ciotka, która już troszczy się o to, gdzie najtaniej nabyć można garnitur sztucznych zębów... Co mówię?... Maszyna fortepianowa sprawiła to, że od końca grudnia 1888 roku dźwiękami fortepianu czarować nas mogą nie tylko panny na wydaniu i ich rodzina, ale nawet ich lokaje, ich pokojówki, ich kucharki, a nawet... pieski, o ile znajdują się w domu...” (s. 10-11).
Potem o tym, że zwierzęta też mogą na tym grać.
„Na co gamy, na co wprawy, po co nauczyciele muzyki, biorący choćby po kopiejce trzydzieści za godzinę... jeżeli za pieniądze, wydane na rozwinięcie muzykalnych instynktów młodej panienki, można będzie kupić wcale dobry aparat automatyczny i tyle kółek z odpowiednio umieszczonymi dziurkami, ile znajduje się na świecie muzykalnych utworów” (s. 11-12).
- 2 stycznia 1889: Namawia do skanalizowania Warszawy, dzięki czemu zaoszczędzeni mają zostać zarówno ludzie (mniej chorób), jak i pieniądze. Za Towarzystwem Lekarzy.
- 5 lutego 1889: Nawołuje do wstawienia się finansowo za redakcją „Pamiętnika Fizjograficznego” – pisma badaczy kraju, którzy przeinwestowali w ostatni numer swojego pisma i grozi im bankructwo.
„Zapytasz, pani: co nas obchodzą te badania? Bardzo wiele. Uczeni, przebiegający kraj w celu poznania go, podobni są do armii, która zdobywa nowe terytoria, gdzie, być może, kryją się nieobliczone bogactwa. Kto pani zaręczy, że w którejś z warstw geologicznych, dopiero zanotowanych przez Siemiradzkiego, nie spoczywa żelazo, cynk, miedź, może węgiel, może sól, a choćby tylko doskonała glina i żwir? [potem nie tylko o geologii, ale i o roślinach czy owadach]” (s. 28).
- 29 czerwca 1889: II. „W połowie czerwca rozeszła się wieść, że znany (nie twierdzę, że ja go znam) fizjolog Brown Sequard wynalazł ani mniej, ani więcej, tylko... eliksir młodości, cudowny płyn, którego poszukiwano przez całe wieki średnie.
– Patrzcie – mówił ten znakomity uczony na posiedzeniu publicznym. – Patrzajcie na mnie... W tej chwili jestem zgrzybiały siedemdziesięcioletni starzec... Mam zgięty kark, głos przytępiony, drżące ręce... A teraz...
W tej chwili uczony zastrzyknął sobie pod skórę kilka kropel odmładzającego eliksiru i...
Zgięta jego postać wyprostowuje się, oczy nabierają blasku, głos dźwięku, myśli płyną jak woda górskich potoków...
Jeżeli wiadomość ta nie jest blagą, na którą mocno wygląda, jeżeli wielki fizjolog zamiast eliksiru młodości nie zastrzykuje sobie zwykłej morfiny i nie dostał bzika, słowem, jeżeli Brown Sequard wynalazł jakiś nowy środek podniecający i utrzymujący energię życia, w takim razie zrobiłby duży wynalazek” (s. 49-50).
III. Potem za jednym z francuskich dzienników „Gil Blas”:
IV. „Autor prowadzi nas przede wszystkim do pracowni uczonego i objaśnia, w jaki sposób robi się ów eliksir młodości.
– Widzicie – mówi – tego posępnego starca między terortami, butlami, cęgami temu podobnymi? Jest to fizjolog, który przez całe życie pastwił się nad biednymi zwierzątkami. Zdzierał skórę z twarzy małpom, ażeby pokazać grę muskułów, ucinał nogi ptakom, wyrywał serca psom i tak dalej.
A teraz spojrzyjcie na tę klatkę, w której tuli do siebie kilka zręcznych, czyściutkich, wylęknionych świnek morskich... Brown Sequard zbliża się do nich, chwyta jedną, wyrywa jej jakiś organ i zakrwawioną, jęczącą rzuca na ziemię. Potem robi to samo drugiej, trzeciej, szóstej... W jakim celu tak strasznie pastwi się nad nimi?... Ażeby z ich młodych organizmów wydobyć swój eliksir odmładzający starców... Ale odmładzający tylko w jednym kierunku. Po zażyciu nowego środka wszystko zostanie w nich, jak było: siwe włosy, czaszki łyse, zsiniałe i bezzębne usta. Odmładzają się tylko zdolności erotyczne... Cóż to za widok starych bab i obrzydliwych dziadów uganiających się za miłością!...”
Potem Prus pisze o męczeniu zwierząt, ale zwraca uwagę, że paryskie pismo ma w nosie zwierzęta cierpiące w domach, a tylko te laboratoryjne.
„Haniebnym byłby eliksir tak jednostronnie odmładzający starców, lecz tymczasem nie wiadomo, czy jest takim mianowicie i czy nie stanie się potężnym środkiem lekarskim w innych zupełnie kierunkach.
Nowe odkrycia zawsze raziły ludzi o ciężkich głowach”.
Wypomina wyklinanie Kopernika czy ostatnimi czasy nabijanie się z hipnotyzerów.
„Z tym wszystkim diabelnie prędko cofamy się ku wiekom średnim, jeżeli najpopularniejszy dziennik najoświeceńszego miasta, podczas najwspanialszej wystawy – może w taki sposób odzywać się o pracy uczonego” (s. 50-51).
Długie wypowiedzi o Żydach z zaprzęgniętą do tego teorią Darwina. Ton: nie mam czasu na diagnozę.
- 16 lutego 1889: „Nastrój karnawałowy istnieje nie tylko u nas, ale w całej Europie. (...) zaznacza się (...) w Berlinie... wynalazkiem pana Emila Berlinera.
Pan Berliner jest to elektrotechnik, urodzony w Hanowerze, a zamieszkały w Waszyngtonie. Wynalazł coś, jak nas objaśnia pan A. Kipman, inżynier, wynalazł – gramofon, machinę do utrwalania dźwięków.
– Ależ do utrwalania dźwięków mamy już fonograf, wynaleziony przez Edisona?...
– O! to zupełnie co innego – upewnia pan Kipman. – Bo w gramofonie mówi się przez tubkę do blaszki mikowej, która, drgając, porusza drążek, a ten drążek robi znaki nie na walcu, broń Boże, jak u Edisona, ale na krążku pokrytym woskiem...
Dzięki tym znakom na wosku, dzięki temu drążkowi i krążkowi gramofon może odtwarzać dźwięki różnych instrumentów i według słów samego Berlinera, jest nowym oryginalnym sposobem zapisywania fal głosowych!
Czytam i oczom własnym nie wierzę. Bo wyobraźmy sobie, że ktoś buduje statek parowy, którego nowość i oryginalność polega na następnych szczegółach:
Kocioł nie jest walcem, lecz na przykład sześcianem.
Części machiny nie są zrobione ze stali, lecz na przykład z mosiądzu.
Zamiast kół wodnych są łopatki albo skrzydła przymocowane do osi w formie gwiazdy.
I gdyby ten pan nazwał taką machinę na przykład nawigatorem i uważał ją za nowy wynalazek, wówdzas powiedziano by mu:
– Panie ładny, pańska machina nie jest żadnym nawigatorem, ale jest statkiem parowym. Po co więc mówisz o niej jak o nowym oryginalnym wynalazku i po co ją przezywasz? Chyba dla ukrycia cudzego pomysłu” (s. 148).
- 5 marca 1889: O konieczności wszechstronnego wykształcenia pisarzy. Talent nie wystarczy.
- 13 kwietnia 1889: „Zapytuje pani: skąd się wzięło w Niemczech kilka milionów proletariuszów?...
Z machin, łaskawa pani, i z ułatwień komunikacyjnych. Dzięki machinom parowym i mechanizmom wykonawczym (przędzalnie, tkalnie, tokarnie itd.) Niemcy mogły wytwarzać ogromną masę towarów, które dzięki znowu kolejom i okrętom, wywoziły na Wschód, a stamtąd przywoziły sobie mnóstwo zboża.
Gdzie dużo ziarna, tam mnożą się nie tylko myszy, ale i ludzie. Więc zaczęli mnożyć się w Niemczech ludzie, napełniać fabryki, a w fabrykach wyrabiać towary dla innych narodów. Lecz gdy owe inne ludy zmniejszyły w Niemczech obstalunki i zmniejszyły ilość wywożonego tam zboża, między niemiecką ludnością fabryczną ukazał się niedostatek, dla zapobieżenia któremu biedacy muszą pracować coraz taniej i coraz dłużej. Ta zaś ich bieda, przeciążenie pracą, brak odpoczynku i niepewność zarobku stanowi właśnie kwestię robotniczą ze wszystkimi jej moralnymi skutkami” (s. 185).
O tym, ze dlatego mężczyźni idą do więzień w Niemczech, a kobiety do domów publicznych.
„Źródłem tego są również machiny. Jeżeli jeden rzemieślnik, pracując ręcznie, może dziennie wytworzyć towaru na przykład za jednego rubla, to ten sam robotnik przy pomocy machiny parowej i odpowiedniego warsztatu wytworzy tego samego towaru bodaj czy a nie za rs piętnaście. Z tej sumy fabrykant płaci mu rubla, a sam bierze czternaście – i otóż zaczyna się antagonizm” (s. 185).
Wykład teorii walki klas i doli proletariatu.
- 4 maja 1889: Namawia do rozwoju przemysłu zabawkarskiego i burzy się, że zabawki musimy importować z innych krajów.
- 6 lipca 1889: Nabija się z amerykańskich koncepcji zwracania prądów morskich tak, żeby Europę oziębić, a Amerykę ogrzać.
- 26 października 1889: Komentarz do książki Bellamy’ego W roku 2000.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Docenimy Wasze głosy w dyskusji oraz odrobinę kultury osobistej.