środa, 21 listopada 2012

Kroniki - tom trzeci

Wynalazki rozumiane jako konkretne przedmioty usprawniające życie codzienne pojawiają się w zapiskach tomu III kilkakrotnie. Jednak sposób, w jaki Prus odnosi się do różnorodnych innowacji, przenikające niemal każdą notatkę zafascynowanie możliwościami nowoczesności sprzężone ze stałym utyskiwaniem na ociężałość lokalnych władz i ogólną wstrzemięźliwość Polaków przed korzystaniem ze zdobyczy zachodniej techniki (zwłaszcza wynalazków francuskich, angielskich i amerykańskich), każe zadać pytanie o możliwość szerszej definicji wynalazku. W ujęciu Prusa bowiem wynalazek to niekoniecznie urządzenie. Ujmując zagadnienie bardziej abstrakcyjnie czy metaforycznie, można o wynalazkach mówić jako o swego rodzaju węzłach tkanej przez Prusa tkaniny dyskursu o postępie.

Metaforę węzła zapożyczam zresztą z jednego z moim zdaniem najciekawszych wpisów, opublikowanego 23 marca 1877 roku w Kurierze Warszawskim. Tekst otwiera historyjka pewnego algierskiego eks-żołnierza, który, mieszkając niegdyś w Paryżu, apetyt miał wielki, ale potraw bardzo niewiele; pracować sposobem zwykłym widać nie potrafił, kraść lękał się, a na wojenkę wracać nie miał ochoty, bo tam bywa niezdrowo. Słowem kwaśniał człeczyna pośród zgryzot. W końcu jednak bohater wpadł na pomysł, jak by tu podreperować swoją sytuację. Co więcej pomysł chwycił. I tak wkrótce paryżanie gremialnie zaczęli odwiedzać kwaterę inwalidy, aby zakupić jeden z oferowanych przez niego towarów. Towarami tymi były przedziwne szczury z trąbami zamiast nosów:

Żołnierz zrobił tak. Naprzód brał jednego szczura, a potem drugiego. Jednemu kaleczył koniec nosa, a drugiemu koniec ogona i skaleczony ogon "zaszczepiał" (jak gałązkę) w skaleczonym nosie. Potem oba szczury jeden za drugim leżały kilka dni na deszczułce dopóty, póki ogon jednego nie przyrósł do nosa drugiemu. Gdy przyrósł dobrze, żołnierz ucinał ogon drugiemu, a za to pierwszy miał trąbę.

Mamy tu oczywiście wątki biedy i szalbierstwa, leżących u podstaw wynalazku. Cyrkową absurdalność i bezużyteczność konkretnego wynalazku żołnierza wiąże jednak Prus (ekwilibrystyka równa tej z wiązaniem nosów i ogonów) z analogicznymi zjawiskami, zachodzącymi w poważniejszych dziedzinach i na mniej amatorskim poziomie, zauważając najzupełniej poważnie: W podobny sposób dzisiejsza chirurgia dorabia nosy osobom, które skutkiem fatalnych przejść życiowych pozbyły się własnego. To już konkretna zasługa współczesnych dla świata. Ale mało tego: Prus rozszerza węzłowo-transplantologiczną metaforę na refleksję o stosunkach społecznych:

W podobny sposób niegdyś wyłącznie rolniczemu społeczeństwu naszemu los zaszczepił dwie klasy z obcych złożone pierwiastków, klasę handlującą z Żydów, i przemysłową z Niemców. Wśród cierpień i gorączki przyrastają obce dodatki do organizmu głównego. Dziś już pełnią one funkcje im przynależne dość dokładnie (...).

Stąd uwaga poczyniona we wstępie – nawet pozornie głupi wynalazek, umieszczony w kontekście przemian XIX wieku, może okazać się dobrym punktem wyjścia w szerszej refleksji nad innowacyjnością i postępem w czasach Prusa, anektującej tak sferę badań naukowych, jak rozrywkę, tak przypadkową anegdotę z życia prowincjusza, jak socjologiczny komentarz na temat tolerancji w społeczeństwie.

*

Wśród konkretnych innowacji, jakie zajmują Prusa, znajduje się wagon automatyczny pana Mękarskiego. Przyrząd ten jedzie bez hałasu, rusza, zwraca się i zatrzymuje łatwiej aniżeli nasze wagony konne i raz nabity przebiega około dziesięciu wiorst. (...) nie jest droższy od zwykłego. Wynalazkowi towarzyszą jednak frapujące pytania typu: Czy machina zastępująca konie ma prawo korzystać z protekcji towarzystw opiekujących się zwierzętami? Podobne wątpliwości ma Prus, analizując fenomen roztelefonowania się Warszawy: Czy osoba zwymyślana przez telefon ma się uważać za obrażoną i czy w dalszym ciągu powinna wymyślającego wyzywać na pojedynek albo mu proces wytaczać i czy w tym ostatnim wypadku ma być odpowiedzialnym sam obwiniony, czy też zarząd biura telefoniarskiego i wynalazca tej interesującej machiny?

Opis roztelefonowania się Warszawy w ogóle jest ciekawy. Prus przewiduje przewrót w stosunkach ludzkich, jaki ma się dokonać za sprawą telefonu, naczynia osobliwego nabożeństwa. Dzięki niemu żony (...) staną się ideałem cnót, przyjaciele domu wynaleźć będą musieli nowe słowniki, obmowa i plotkarstwo przejdą w dziedzinę mitów. Tymczasem organizowane są koncerty telefoniczne. Tak relacjonuje Prus jeden z nich:

Boże mój! cóż to za cudowny instrument. Wyobraźcie sobie kawałek drutu i rurkę nie grubszą od butelkowej szyi... To telefon, z którego nie tylko wylatywały dźwięki muzyki, ale nawet sam muzyk grający na fisharmonii! (...) Upojony radością i podziwem wybiegłem na ulicę. O jakżeś ty wielki, Grahamie Bellu, którego statek nie tylko koncerty, ale instrumenty i koncertantów przenosi!...

O ile w innej, niewielkiej wzmiance Prus wyznaje, że w jego opinii komunikacja za pośrednictwem telefonu nigdy nie wyprze osobistego uczestnictwa w wykładach ani czytania publikacji naukowych, o tyle może się ona okazać zagrożeniem ze względu na prędkość przekazywania informacji dla prasy. Skomplikowana może okazać się także relacja nauki, wiedzy i informacji oraz tempa nowoczesnego życia z innym wynalazkiem, mianowicie fonografem:

Wiadomo, że jest to instrument, który każdy ton i wyraz wymówiony odbija na blasze cynkowej, a następnie powtarza go. Otóż twórcy (...) chcą zapytać kongresu, czy nie byłoby stosownym, zamiast wykładać gramatykę, wybijać ją wprost na głowach uczniów? Sumienniejsi jednak filologowie myślą zaprotestować przeciwko tej metodzie, która uczniom pozostawiłaby zbyt dużo czasu i sił umysłowych niezajętych.

W notatce z 6 lipca 1878 roku Prus zamieszcza obszerną sylwetkę wynalazcy fonografu, Tomasza Edisona. Pisze m. in.:

Pan Edison nie jest bowiem ani "smokiem XIX wieku", który łyka szpady i pije olej wrzący, ani właścicielem jarmarcznej panoramy, ani linochodem, ani metrem psów śpiewających, ani kataryniarzem, ani magikiem lub magnetyzerem, ale uczonym i genialnym wynalazcą.

To jedna z setek kąśliwych uwag rozgoryczonego autora, wciąż usiłującego promować idee postępu w społeczeństwie, w którym informacja o wizycie Edisona w Warszawie wywołała zainteresowanie mniejsze, niż wiadomości o tym, że w jakiejś wsi skradziono konia z uciętym ogonem. A przecież mamy tu do czynienia z człowiekiem, dzięki któremu głos pani Patti stanie się tak tanim jak śledzie za Żelazną Bramą. Ba - (...) przyjdzie może czas, że głosem primadonny obwijać zaczną bezpłatnie tabakę. W tym samym wpisie prognozuje Prus pojawienie się książek do słuchania oraz konstruuje swoisty model oral history. Wszak (...) ileż to rzeczy, dziś uważanych przez nas za złudzenia, w roku 1988 przejdą w dziedzinę zjawisk realnych? Dlatego bardzo będę wdzięczny ówczesnemu czytelnikowi, jeżeli wziąwszy niniejszy numer "Kuriera" do ręki zechce napisać na marginesie: czy w jego epoce zostanie zaprowadzona kanalizacja w Warszawie (...).

Zanim jednak kanalizacja, sprawna komunikacja miejska i poprawa jakości życia miejskiego zagadnienia z dziedziny postępu pojawiające się w tomie III co chwila, nie tyle na przykładach konkretnych wynalazków, co w ogólniejszych i rozproszonych opisach zaniedbań, napływających z Zachodu alternatyw, refleksji autora dyskurs o postępie nieuchronnie rozbija się o zaściankowość i gnuśne samozadowolenie warszawiaków, przywykłych najwyraźniej do staroci, brudu i rosnących stert śmeci.

Jeżeli jednak rady niniejsze nie zostaną wysłuchane, jeżeli zatwardziały konserwatyzm kamienicznikowski nie zdobędzie się na samodzielną a zupełną wywózkę miejskich brudów, w takim razie chwycę się innego środka. Będę chodził od domu do domu, będę studiował wielkość i starożytność śmietników i o tym wszystkim będę donosił całemu światu.
Od tej pory, o gospodarze! ile razy na podwórzach waszych spotkacie mężczyznę grubego, na krzywych nogach, a przy tym łysego jak kolano, ścigajcie go, bo to ja będę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Docenimy Wasze głosy w dyskusji oraz odrobinę kultury osobistej.