1907
Nr 15; dn. 13
kwietnia
„Wyborną, pierwszorzędną uwagę wypowiedział pan Koskowski w
następującym zdaniu: „Niemcy nie mają za wiele geniuszu wynalazczego, lecz
umieją obserwować i z nauk doświadczenia
cudzego korzystać…” Umieć obserwować… co to za klucz do wszelkich odkryć i
wynalazków, do wszelkich postępów… Umieć obserwować! A my właśnie należymy do
narodów, które obserwować nie umieją, które wolą fantazjować i nie uczą się nie
tylko z cudzego doświadczenia, ale nawet z własnych, krwawych doświadczeń. Bo
tylko rozważmy, jaka istnieje różnica między umysłowością średnio kształconego Niemca
i – Polaka. Niemiec wprawdzie zajmuje się poezją, teatrem i innymi sztukami
pięknymi, ale nie przeważnie… Przeważnie interesuje go chemia, elektrotechnika,
budowa lokomotyw, dróg żelaznych i okrętów, geografia i statystyka, języki
nowożytne, ekonomia społeczna, handel i wszelkiego rodzaju rachunki. A co lubi
Polak?... Poezję, powieść, teatr, coś, co nazywa historią, no – i wszelkiego
gatunku rozrywki. Doszliśmy już do tego stopnia upadku, że nie tylko w
dziedzinie sztuki, ale w filozofii, w socjologii, w polityce, ba!... w naukach
przyrodniczych cytujemy jako najwyższą powagę zdania poetów.
Otóż,
przyjacielu, taki stan rzeczy, jeżeli nie ma doprowadzić nas do umysłowego i
materialnego bankructwa, mus się zmienić. My, Polacy, musimy nie tylko nauczyć
się pracy silnej i wytrwałej, ale jeszcze musimy nauczyć się p a t r z e ć i m y
ś l e ć. Dotychczas bowiem patrzymy na świat i myślimy – bezładnie, to jest:
bez celu, bez planu, bez metody…”
Nr 20; dn. 18 maja
„Najważniejszą […] zasługą Prószyńskiego są – elementarze.
Obmyślił ich kilka, każdy coraz lepszy. Jeden z nich wyszedł w dziewięciuset
dwudziestu pięciu tysiącach egzemplarzy i otrzymał pierwszą nagrodę na wystawie
londyńskiej. Później ogłosił Promyk Obrazową
naukę czytania i pisania, która, przynajmniej na mój rozum, jest ostatnim
słowem elementarza. Obecnie zaś jako dopełnienie tej książki zapowiedział
wydanie Obrazów do nauki czytania i
pisania polskim sposobem K. Promyka. I te właśnie obrazy razem z Obrazową nauką mają być narzędziem, przy
pomocy którego „dwustu ludzi w ciągu półrocza miałoby możność wszystek nasz lud
nauczyć czytać i pisać.”
Nr 22; dn. 1 czerwca
„[…] Sympatią nie cieszymy się wśród obcych… Dlaczego? Co
tam (za granicą) robią nasi? – Otóż właśnie, że… nic nie robią, jeżeli nie
wszyscy, to przynajmniej duży ich procent. Młody człowiek wyjeżdża za granicę
niby to do uniwersytetu czy specjalnego zakładu i zamiast na kursa idzie z rana
na bilard, w południe na śniadanie czy obiad, po południu na piwo lub kawę… W
taki sposób przepędza dnie, tygodnie, semestry i wraca do kraju, nawet nie
nauczywszy się języka narodu, wśród którego długo mieszkał i niemało wydał
pieniędzy, jeżeli nie zaciągnął długów.
[…] Jakże
inaczej robili i robią Anglicy i Niemcy, którzy gdziekolwiek znajdą się, pilnie
badają naturę i społeczeństwo i wzbogacają swój naród mnóstwem nowych i ważnych
wiadomości. A jak inaczej robili „półdzicy” Japończykowie, którzy, dostawszy
się, niekiedy z wielkim trudem i niebezpieczeństwem do Europy lub Ameryki,
wszystko najpilniej oglądali, wszystko najskrupulatniej zapisywali!... Toteż z
jednej strony, udało im się przetransportować do ojczyzny całą pozytywną i
techniczną wiedzę ludów ucywilizowanych, a z drugiej – poznać ich słabe strony,
czego dowiedli chociażby w wojnie z Rosją.”
Nr 36 ; dn. 7
września
„Parowiec „Oceanien” płynący z Marsylii na Daleki Wschód,
przyjął na pokład kilka samochodów dla odwiezienia do Pekinu. Urzeczywistnia
się zatem śmiały zamiar powzięty przed kilku miesiącami przez dziennik paryski
„Matin” urządzenia wyścigu samochodów na olbrzymiej przestrzeni pomiędzy
Pekinem a Paryżem. Uczestnicy podróży przypuszczająi, ż uda się im odbyć podróż
powyższą wynoszącą 15 000
kilometrów, w przeciągu 2 do 3 miesięcy.”
1908
Nr 3; dn 19 stycznia
Prus krytykuje sposób kształcenia dotychczasowych generacji.
Zwraca uwagę to, że wiele czasu poświęca się nauce gramatyki i literatury, a
cała wiedza pochodziła z książek, przez co człowiek żył w świecie wyrazów,
oderwany i odgrodzony od rzeczywistości. Brakowało mu praktyki i czynu. W
zwiąku z tym taki umysł nie mógł robić wynalazków praktycznych, które zazwyczaj
opierają się na jakichś nowych kombinacjach – nie wyrazów, ale – form i
materiałów. Jeżeli taki człowiek wziął się na przykład do przerabiania
społeczeństaw, a choćby tylko do sądzenia zjawisk społecznych, czy mógł nie
napłodzić dziwactw?
Prus pochwala za to naukę rysunku, dzięki czemu człowiek
będzie w stanie opisywać, a (raczej rysować) rzeczywistość, w przeciwieństwie
do człowieka kształconego w obecny sposób.
Nr 15; dn. 11
kwietnia
„Pewien dowcipniś wynalazł, naturalnie we własnej
imaginacji, nowy rodzaj lecznic dla suchotników. Mają być nimi… balony,
wznoszące się na linach do wysokości dwu tysięcy metrów nad ziemią. Na takim
wzniesieniu powietrze jest bezwzględnie czyste: nie zawiera ani odrobiny pyłów,
ani śladu bakterii chorobotwórczych.
Sposób
leczenia łatwo pojąć. Do ogromnej łodzi balonu wsiadają pacjenci, lekarze,
posługacze, a zapewne kuchnia i apteka. Po czym balon wznosi się i zawisa
gdzieś nad obłokami już nie na godziny, ale na dnie, tygodnie, miesiące…
Jaki tam
przyjemny chłodek podczas lata!... Jaki spokój!... Jak tam człowiek naprawdę
będzie oderwany od ziemi i jak łatwo może zapomnieć o jej troskach,
niepokojach, nawet stosunkach…
Czy i kiedy
zaczną działać balony-sanatoria, przekonają się o tym nasi następcy.”
Nr 26; dn. 27 czerwca
„Kiedy pierwszy raz pokazały się olbrzymi, niby meblowe,
wozy bez koni, publiczność skupiła się na chodnikach tak gęsto, jak w czasie
przejazdu nieboszczyka szacha perskiego. A kiedy pierwszy raz pozwolono dostać
się do wnętrza, ludzie pchali się, jak po bilety loteryjne. I przez kilka dni
należało do szyku, jeżeli mógł kto powiedzieć o sobie:
- Jechałem
tramwajem elektrycznym!”
Nr 19; dn. 9 maja
„W urzędowym dzienniku francuskim wśród ogłoszeń o nowo
zatwierdzonych stowarzyszeniach religijnych znajduje się następujące:
„Kościół
gnostyczny francuski (odprawianie uroczystości religijnych), Paryż, ulica
Pont-de-Lodi, n4 5, Patriarcha: Fabre des Essarts.”
Przeczytawszy
ogłoszenie o nowej religii, pan Ar. Charpentier z „Journala” udał się do
patriarchy z prośbą o wyjaśnienia. Zdobył nie tylko potrzebne wiadomości, ale
nawet fotografię nowego dostojnika nowej wiary. Wielebny Fabre des Essarts jest
to bardzo piękny mężczyzna, z siwą brodą i regularnymi rysami, na których
maluje się powaga i dobroć. Nosi powłóczystą szatę i niewielką infułę,
ozdobioną krzyżem egipskim, a na piersiach także krzyż egipski, w którym nad
poziomymi ramionami nie ma pionowej belki, lecz kółko.”